Nowe 5 narzędzi, które budują nierealny wizerunek.

W wakacje weekend cieszy znacznie mniej. Zbliżał się kolejny, równie słoneczny i gorący, a ja po powrocie z podróży cieszyłam się ciszą i błogim spokojem – tylko ja, duży kubek mrożonej herbaty i puszka pełna herbatników. Doliczyć można jeszcze psa i moje unoszące się w powietrzu poczucie dumy, że w końcu zabrałam się za pisanie tekstów na blogu. Oczywiście miałam świadomość, że w czasach kiedy wszyscy piszą o wszystkim, a ja niczego nie promuję, sukcesem będzie, gdy moje wnioski przeczyta 5 osób. Aby nie była to rodzina i ja, udostępniłam tekst na LinkedIn.

Kiedy zobaczyłam jak wiele osób czyta, wyświetla tekst, ile spłynęło wiadomości i komentarzy, mój stan pozytywnego zaskoczenia można porównać do chwili, kiedy Rząd Francuski przyznał mi rządowe stypendium i zaprosił na studia do Francji, mimo że ja po francusku nie mówiłam ani słowa. Wtedy miałam motywację, by zacząć się uczyć, teraz miałam motywację, by dalej pisać i dalej ujawniać techniki tworzenia oderwanej od rzeczywistości bajki, wizerunku ludzi, których w rzeczywistości nie ma. I tak oto powstała lista kolejnych 5 sposobów, by zebrać lajki, przykuć uwagę ludzi i nieco się dowartościować.

Oznaczanie się w prestiżowych i odległych miejscach

Kiedyś Facebook sugerował najbliższe lokalizacje i kiedy ktoś idąc na dworzec Warszawa Centralna mijał Mariott lub InterContinental chętnie oznaczał się na Facebooku jako gość. I choć on sam po 10 minutach był już w zatłoczonym pociągu, jego znajomi żyli w przekonaniu, że spędza właśnie czas w prestiżowym hotelu. Dziś bariery są mniejsze, ponieważ media społecznościowe w imię zasady „klient nasz pan” zaczęły wierzyć „na słowo” i dają możliwość zameldowania się w Dubaju, a 10 minut później w centrum Londynu. To samo dotyczy wydarzeń. Kiedy na czyjejś tablicy wyświetla się, że właśnie bierze on udział w wyjątkowym koncercie zagranicznej gwiazdy, albo wielkiej biznesowej gali, nie oznacza to, że ów znajomy faktycznie tam jest, tylko, że kliknął na wydarzeniu „wezmę udział”.

Kupowane zdjęcia

Bywa tak, że dla większej wiarygodności, owe zameldowania chciałoby się ubarwić pięknymi zdjęciami jedzenia, zakupów, widoków. Zwłaszcza te na InstaStory wydają się szalenie realne. Rzecz w tym, że tak samo jak firmy kupują zdjęcia obcych budynków i samochodów, tak samo żądni popularności i zazdrości użytkownicy mediów społecznościowych mogą kupić zdjęcia do wstawienia na swoje profile. Istnieją do tego specjalne portale, na których prawdziwi podróżnicy, stali bywalcy ściankowych imprez i biznesowych bankietów mogą sprzedawać zdjęcia i w ten sposób zarabiać.

Błoto w spray’u

Jeśli przez cały weekend ktoś oznaczał się na na surwiwalowym wyjeździe, aż głupio byłoby przyjechać w poniedziałek do pracy idealnie czystym samochodem. Już od jakiegoś czasu SUVy i crossovery wyglądały dość komicznie, kiedy jeździły wyłącznie po asfaltowych drogach dużych miast, dlatego z pomocą przyszło sprowadzane błoto w spray’u. Początkowo wynalazek wykorzystywany był do zabrudzania tablic rejestracyjnych, ale od jakiegoś czasu służy do ubłocenia samochodu, żeby nie było, że samą pracą człowiek żyje.

Wypożyczane ubrania

Polskie prawo przewiduje możliwość zwrotu zakupionych przez internet towarów, w tym odzieży, a spora część odzieżowych sklepów stacjonarnych także wychodzi na przeciw oczekiwaniom klienta i daje możliwość przymierzenia ubrań w domu. Efekt jest taki, że wiele osób kupuje ubrania, zakłada je raz na imprezę, robi tysiąc selfie, nagrywa materiały video, a potem… oddaje ubrania do sklepu. I choć oni nie wydają na to ani złotówki, efekt luksusowych marek na zdjęciu robi swoje.

Bicepsy i biust z aplikacji

Mój absolutny hit, głównie dlatego, że całkiem długo dawałam się nabrać na pięknie wyrzeźbione ciała wszystkich królowych i królów Instagrama, aż od czasu kiedy nie zobaczyłam jak w jednym z klubów dziewczyna zrobiła sobie fotkę w lustrze, a za chwile z pomocą aplikacji wysmukliła talię, wydłużyła szyję, powiększyła biust. W aplikacjach tego typu można dorobić zarost, tatuaż, usunąć blizny trądzik, dorobić realistycznie wyglądające mięśnie jak ze stali…cokolwiek zechcesz. Chcesz spróbować? Na IOS dostępna jest aplikacja MANLY – Body Muscle Editor Pro. Nie instalowałam, nie próbowałam więc nie mogę zarekomendować.

 

Drugi tekst zamyka listę 10 narzędzi sztucznego wizerunku, który nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Oczywiście to nie koniec arsenału sztuczek, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, a jeśli rezultatów brak, to nie da się zbudować reputacji, a ego czymś karmić trzeba. Mam nadzieję, że wasz apetyt na poznanie kolejnych trików również rośnie i będziecie śledzić kolejne wpisy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *